Skarb Opatki

SKARB OPATKI

Rok 1810 okazał się dla miasta i klasztoru sióstr benedyktynek w Lubomierzu rokiem tragicznym. Decyzją króla pruskiego Fryderyka Wilhelma II z dnia 19 listopada 1810 roku zarządzono konfiskatę wszelkich dóbr klasztornych na obszarze Prus, w tym także  zakonu sióstr benedyktynek w Lubomierzu. W owym czasie do klasztoru należało kilkanaście wsi i obszar ziemi liczący 17 787 ha. Wartość całego klasztoru szacowano na ok. 500 tysięcy talarów. Była to kwota mogąca przyprawić zwykłego śmiertelnika o zawrót głowy. Pieniądze ze licytowanego klasztoru miały być przekazane na wojnę z Napoleonem. Współcześni temu wydarzeniu – niektórzy mieszkańcy miasteczka-  nawet okazywali z tego powodu radość gdyż uważali, że w końcu udało się Lubomierzowi uwolnić od potężnego sąsiada, z którym relacje nie zawsze układały się pomyślnie. Lecz wkrótce do głosu doszły zwykłe prawa ekonomii i okazało się, że Lubomierz nie ma gdzie sprzedawać wytwarzanych tu produktów i usług. Po ponad 500 latach zniknął naturalny ich odbiorca. Z tego też powodu do miasta zawitało widmo  kryzysu i biedy.

Jednak nim do klasztornej furty zapukali pruscy urzędnicy aby zarekwirować zakonne  dobra przewidująca opatka benedyktynek przeorysza Barbara Friedrich, wraz z zaufanymi ludźmi zdołała ukryć gotówkę i najcenniejsze przedmioty. Naturalnie narzuca się tu analogia z podobną historią Zakonu Templariuszy z XIV w., którzy jednak skończyli o wiele tragiczniej niż lubomierskie benedyktynki. Siostry, podobnie jak ich bogaci poprzednicy wykazały się tu duża zapobiegliwością i przebiegłością i ukryły  przed niechętną im władzą państwową zgromadzone przez wieki kosztowności. Prawdopodobnie skarb został ukryty w pobliżu kamiennego mostu, położonego u wylotu ulicy Jeleniogórskiej, który zdobił do lat powojennych, wzniesiony w pierwszej połowie XVIII wieku, pomnik św. Jana Nepomucena. Legenda mówi, że miejsce ukrycia skarbu wskazuje sam święty,  którego wzrok skierowany jest (był) w stronę ukrycia kosztowności. Ostatni mistrz Zakonu Templariuszy tuż przed spaleniem na stosie na pytanie gdzie znajduje się skarb miał enigmatycznie odpowiedzieć cytatem z Biblii: „Tam skarb Twój, gdzie serce Twoje”. Natomiast ostatnia przełożona lubomierskiego konwentu miała napisać w liście „…A to, co mogłam wynieść i ukryć, strzeże święty Jan Nepomucen z mostu w Lubomierzu, który przetrwa na pewno złe czasy dla mnie i drogich mi sióstr zakonnych.” Kiedy władze pruskie dowiedziały się o prawdopodobnym miejscu ukrycia skarbu natychmiast rozpoczęły poszukiwania i pod pretekstem remontu mostu przeszukały cały okoliczny teren. Pomimo szerokiego zakresu robót niczego wówczas nie znaleziono.  Tak więc skrytka  zawierający „Skarb Przeoryszy” do dzisiaj czeka na swojego odkrywcę. Należy także pamiętać o jednej ale bardzo istotnej rzeczy -  skarbu prawdopodobnie strzeże sam duch przeoryszy. Biorąc pod uwagę, że za życia siostra była bardzo surową kobietą  trzeba mieć się na baczności!

sister Lubomierskie przełożone zakonu Benedyktynek słynęły z „twardych rządów”.

klasztor

 

Oto miejsce w które kierunku  spoglądał Św. Jan Nepomucen – sto lat temu.

P.S. Pan Leon Kostrakiewicz, którego posesja znajduje się w bezpośredniej bliskości mostu,  uprasza serdecznie potencjalnych poszukiwaczy skarbów o wzięcie pod uwagę faktu, że sprawdził już swój dom i informuje, że jest on wolny od skarbu -nic nie znalazł. W związku z powyższym prosi o nie wykuwanie w nim żadnych dziur i o niewykonywanie podkopów. Na pytanie o „Ducha Przeoryszy” traci dobre samopoczucie i pewność siebie,  dziwnie i tajemniczo milczy… Co wie Leon?

klasztor1

O tym dlaczego postać Św. Jana Nepomucena umieszczano najczęściej w pobliżu mostów jeszcze opowiemy. Na zdjęciu święty nad  rzeką Lubomierką.

Zbyszek

Można śmiało powiedzieć, że przygoda Lubomierza z filmem rozpoczęła się równo 55 lat temu, gdy do miasteczka przyjechała grupa filmowców  i nakręciła  „Krzyż Walecznych”. Film zyskał uznanie krytyki i widzów nie tylko przez poruszaną w nim problematykę i sposób stworzenia dzieła ale także dzięki fantastycznej  grze aktorskiej  Zbyszka Cybulskiego. W ten sposób miasteczko rozpoczęło swój trwający do dzisiejszego dnia romans z filmem a Zbyszek Cybulski stał jednym z jego (wirtualnych) obywateli.  Do dzisiaj krąży wiele niesamowitych opowieści o pobycie aktora w mieście – jego ułańskiej jeździe na ukochanej Javie, specyficznym  zachowaniu, słabości do celebrowania  spotkań towarzyskich czy kontaktach  z mieszkankami Lubomierza… no może już wystarczy. Mało kto wie ale Zbyszek był bliskim kuzynem Wojciecha Jaruzelskiego choć tak naprawdę to wszystko ich dzieliło.

Zbyszek1Zbyszek2zbyszek3Zbyszek4

Prezentowane zdjęcia pochodzą ze zbiorów Filmoteki Narodowej.

W przyszłym roku Fundacja Projektor Kultury zamierza ufundować i odsłonić symboliczny kamień Zbyszka Cybulskiego w miejscu jego narodzin w Kniaziach na Ukrainie. Jednak aby zrealizować projekt potrzebne są odpowiednie fundusze. Dlatego też niezbędne jest przeprowadzenie zbiórki pieniędzy ,które należy  wpłacać na konto. W przypadku wpłaty większej ilości środków fundacja pokryje koszty noclegu i wyżywienia podczas uroczystości. Więcej informacji można zasięgnąć na stronie www.projektorkultury.pl lub u Burmistrza GiM Lubomierz Pana Wiesława Ziółkowskiego oraz u piszącego te słowa. Myślę, że Zbyszkowi od luborzan… przepraszam lubomierzan  pamięć się należy.

A oto kilka niepublikowanych szerzej zdjęć z planu filmowego „Krzyż Walecznych”

 

Robert Onoszko

 Co z tym Lubomierzem?

„ …To miasto ma potencjał…” usłyszałem w ciepłe, wakacyjne przedpołudnie z ust jednej turystek zmierzających z lubomierskiej fary w kierunku rynku. W grupie swoich rówieśników tj. około trzydziestoletniej młodzieży prowadziła ożywioną i głośną dyskusję na temat walorów naszej miejscowości. Przez chwilę zainteresowało mnie to spostrzeżenie lecz po chwili pomyślałem, że to przecież takie oczywiste…
„Oczywiste”? – ocknąłem się i oddałem się przez chwilę momentowi zadumy połączonemu z wewnętrznym zdziwieniem . Skoro atrybuty miasta są tak transparentne to dlaczego nikt nie chce się nad nimi pochylić i z nich skorzystać ? Co miała na myśli przypadkowo spotkana turystka?
Odpowiedź na drugie pytanie jest chyba oczywista. Miasto potrafi oczarować swoim urokiem. Na każdym robi wrażenie kontrast majestatycznego kościoła z „ malarskim urokiem” kolorowych

kamieniczek, uliczek i zaułków. Wprawdzie nie znajdziemy tutaj spektakularnych wydarzeń dziejowych ani wybitnych osobowości historycznych to jednak miasto posiada w sobie to „coś’ – nieuchwytne zawarte w spokoju, ciszy i prowincjonalnej zadumie oraz realne – w układzie przestrzennym, „kocich łbach”, kamieniczkach czy pomnikach. Do tego dodajmy trochę tajemniczości, legendy filmowej, swojskości i to wystarczy aby nikt z przyjezdnych nie pozostał obojętny na klimat i specyfikę miasta, choć my mieszkańcy nie dostrzegamy tego co tak bardzo cenią sobie inni. Większość gości, którzy odwiedzają Lubomierz to mieszkańcy jednorodnych, obrzydliwych , hałaśliwych betonowych „klocków” ,którzy szukają tego czego u nas jest pod dostatkiem – wrażeń.

W takim razie czy przedstawione wyżej argumenty jakimi są oryginalność i odmienność mogą stać się produktem (obrzydliwe słowo), który można wykorzystać dla rozwoju miasta i poprawy życia jego mieszkańców? Jestem przekonany, że jest to jedyny kierunek dla lepszej perspektywy miasta.

Przez dziesięciolecia opracowywano rożne koncepcje, strategie, plany dla Lubomierza, których żywotność kończyła się na przelaniu ich na papier A tak naprawdę nic się nie zmieniało – co roku waliły się kolejne kamienice a młodzi ludzie bezpowrotnie opuszczali naszą miejscowość. Dzisiaj Lubomierz – nazywany niegdyś „perełką śląskich miast” – koniecznie potrzebuje pomocy i szybkich zmian.
W którą stronę powinien zmierzać? Nie łudźmy się – wielki przemysł i inwestycje finansowe do nas nie przyjdą. Natomiast rolnictwo nie jest rozwiązaniem dla miasta. Jedyną realną szansą jest kierunek szeroko rozumianej kultury i turystyki. Pierwsze podwaliny już zostały położone. Festiwal filmowy choć nie do końca spełnił pokładane w nim nadzieje sprawił, że miasto zaistniało na kulturalnej mapie Polski i dzięki temu jest rozpoznawalne. To bardzo ważny i trudny do przeceniania atut. Lubomierz powinien dążyć do tego aby kultura (rozumiana na ludowo i ta awangardowa) obecna była tu przez cały rok. Artyści, malarze, celebryci powinni znaleźć w nim swoją przystań nie tylko na kilka dni w roku. Trzeba stworzyć warunki aby mogli tu tworzyć i działać ludzie rożnej profesji kulturalnej ( może poświecić jakiś budynek na dom pracy twórczej?). Niestety, w mieście brakuje instytucji kulturalnych – muzeum czy kina (choćby sali kinowej).W planach przestrzennych trzeba znaleźć pomysł na zagospodarowanie, rewitalizację i wyeksponowanie starówki tak, aby była wizytówką miasta a nie jego karykaturą (kilkanaście lat temu udało się to zrobić w Lubaniu) . W tym celu należy zachęcać inwestorów do kupna i inwestowania w niezagospodarowane budynki i parcele oraz zintensyfikować działania w zakresie pozyskiwania środków unijnych. Rynek należałoby ożywić poprzez tworzenie i usadowienie w nim instytucji usługowo-kulturalnych (np. galerie) oraz organizowanie imprez poświęconych różnej tematyce związanej jednak z szeroko rozumiana kulturą. W dalszych działaniach należałoby także pochylić się nad promocją produktów lokalnych (w myśl powiedzenia, że przez żołądek jest najkrótsza droga do serca – np. nalewka benedyktyńska, balsam klasztorny, gołąbki krużewnickie , pierogi śląskie, rogale Maternusa, itp. mogą spowodować ruch w kierunku powstania tutaj tak modnej ostatnio turystyki kulinarnej). Koniecznością wydaje się zacieśnienie współpracy z organizacjami kultywującymi przedwojenne tradycje mieszkańców Lubomierza poprzez wspólne opracowywanie i realizację projektów oraz wykorzystanie potencjału jakim jest szkoła średnia i ucząca się w niej młodzież oraz nie mówiąc już o wyjątkowych budynkach po byłym klasztorze benedyktynek. Oczywiście największą aktywnością w tej materii powinni wykazać ojcowie miasta – radni, którzy z racji pełnionych funkcji i posiadanych kompetencji powinni (obowiązkowo) stać się liderami w tym, nazwijmy to „koniecznym eksperymencie”. Ale czy skłócona rada jest w stanie wypracować jednolite stanowisko w tej materii? Z pewnością to ogromne i wielokierunkowe wyzwanie lecz jedynie z taką wizją polityki rozwoju można myśleć o przyszłości miasta i jego najbliższej okolicy. Innej drogi po prostu nie ma . Oczywiście przy takich okazjach znajdzie się chór malkontentów (tzw. „hamulcowi), którzy jak zwykle będą pod czarnym sztandarem pesymizmu zawodzić swoje pieśni o braku możliwości pokonania napotkanych problemów i bezsensowności całego procesu.
Nie zważając na to należy pamiętać, iż tak rozumiana idea kierunku rozwoju miasta musi stać się płaszczyzną kontaktów i współpracy wielu instytucji, stowarzyszeń, fundacji czy podmiotów prawnych. Wierzę w to, iż idąc w tym kierunku miasto ma wszelkie powody aby stać się w przyszłości „śląskim Kazimierzem nad Wisłą” a nawet swoim urokiem i oryginalnością przesłonić jego sławę – pro publico bono. Pomysłem tym należałoby zainteresować władze samorządu wojewódzkiego i rozpocząć lobbing na rzecz jego realizacji. Przecież jak miasto będzie wyglądać za kilkanaście lat zależy tylko od nas samych. Czy będzie miejscem gdzie będzie żyło się lepiej ? Czy będzie ładniejsze i bardziej przyjazne niż dzisiaj? Wystrzegajmy się grzechu zaniechania aby za kilka lat ktoś z przyjezdnych nie powiedział ” to miasto miało kiedyś potencjał a dzisiaj nic tu nie ma…”
Tych kilka rzuconych- może trochę chaotycznie – pomysłów nich będzie impulsem i zachętą, nie tylko do dyskusji nad przyszłością miasta ale także do wyzwolenia większej aktywności jego mieszkańców..
To wszystko jest możliwe do zrealizowania gdyż jeszcze jednym „potencjałem” miasta są ludzie, których w Lubomierzu nie brakuje a szczególnie ci skupieni wokół reaktywowanego ostatnio Towarzystwa Przyjaciół Lubomierza. To właśnie tam rodzą się ciekawe pomysły i jest chęć do działania. Wszystkich, którzy chcieliby włączyć się w prace naszego stowarzyszenia a dysponują czasem, tryskają pomysłami i mają w sobie choćby odrobię żyłki społecznika – serdecznie zapraszamy do współpracy.
Robert Onoszko

 

Gdzie znajdują się groby sióstr Benedyktynek?

Początek listopada  tradycyjnie kieruje nasze myśli w stronę tych, co już odeszli.  Jedną
z zagadek historii lubomierskiego klasztoru jest sprawa miejsca pochówku sióstr benedyktynek. Zakon  istniał w Lubomierzu przez ponad pół tysiąca lat ! (dokładnie 523 tj. przez połowę istnienia polskiego państwa). Przez ten czas przez zgromadzenie przewinęło się prawdopodobnie kilka tysięcy sióstr. Lecz nigdzie nie można dostrzec miejsc gdzie mogłyby zostać pochowane. Tradycyjnie cmentarz powinien znajdować się wokół klasztoru lub kościoła. W jednej części internatu można natknąć się na resztki epitafium ale innych śladów jest brak.

Część sióstr miejsce wiecznego spoczynku znalazła w krypcie znajdującej się w podziemiach kościoła, do którego wejście znajduje się w nawie głównej. Pierwszy raz po wojnie właz do krypt odsłonięto dopiero w latach 60-tych XX wieku. Lecz w tych miejscach chowano zazwyczaj najważniejsze i najbardziej zasłużone dla klasztoru siostry – przeorysze i  opatki. Zresztą osoby, które tam schodziły twierdzą, że trumien znajduje się tylko kilkanaście.  Tak więc pytanie, gdzie znajdują się mogiły tak zasłużonych dla miasta sióstr benedyktynek nadal pozostaje otwarte. Szkoda, bo można by uczcić ich pamięć choćby zapaleniem symbolicznego znicza…

Uwaga: skarby

 

Słysząc słowo „skarby” większość ludzi reaguje w podobny sposób – często jest to podwyższone ciśnienie, szybsze bicie serca i rozbudzona wyobraźnia. Przysłowiowe skarby , często obrośnięte w legendę, od dawna działały na ludzką psychikę wyzwalając niejednokrotnie „nieludzkie” instynkty.

Jednak mało kto zadaje sobie trud aby zrozumieć motywację jaka kierowali się ludzie ukrywając wartościowe przedmioty. Niejednokrotnie był to dorobek całych pokoleń, na które składały się rodzinne pamiątki z którymi ich właścicieli  łączył związek emocjonalny. Dla odkrywców i poszukiwaczy skarbów mają one przede wszystkim wartość materialną.

Po zakończeniu II wojny światowej Dolny Śląsk stał się areną wielu spektakularnych odkryć drogocennych, zabytkowych „skarbów”. Działo się to dlatego, iż w czasie wojny ziemie te okrzyknięto za sprawą Gaulaitera Karla Hanke „schronem Niemiec”. Dlatego też przywożono  tutaj liczne dzieła sztuki w nadziei, że uda się je uchronić od pożogi wojennej. Zresztą na samym Dolnym Śląsku było bardzo dużo kosztownych i wyjątkowych przedmiotów zabytkowych należących do państwa jak i związków wyznaniowych  i osób prywatnych.

Główny, przedwojenny  konserwator zabytków na Dolnym Śląsku, Guntrer Grundmann, na tajnej liście przygotowanych schowków do ukrycia , dóbr kultury i zabytków, Lubomierz umieścił na jednym z czołowych miejsc. To właśnie tutaj miano przywieźć i ukryć zrabowane w Polsce

dzieła i kolekcje sztuki z Warszawy i Krakowa. Czy tak się stało?  Niestety nic więcej nie wiemy o prawdopodobnych miejscach gdzie  maiłyby zostać ukryte.

Natomiast większą wiedzę posiadamy na temat skarbu przywiezionego do Lubomierz z największej siedziby zakonnej w Europie – klasztoru w Lubiążu. Składnica utworzona w miejscu, które dla jego dobra w tym momencie przemilczymy, została wypełniona kilkudziesięcioma skrzyniami, w których zgromadzono m.in. :

40 obrazów największego śląskiego malarza okresu baroku Willmanna,

obraz ołtarzowy NMP,

6 obrazów ołtarzowych z chóru zakonnego,

obrazy  :

Męczeństwo Apostołów

Litościwy Samarytanin

Wizja św. Augustyna

Ukrzyżowany Chrystus,  Jan , Maria

Śmierć św. Laurentego i Ukamienowanie św. Stefana

Wizja św. Bernarda

Święty Józef z Dzieciątkiem

Bernard z Clairvaux z 30 szlachetnie urodzonymi

Św. Jerzy walczący ze smokiem

Nawiedzenie św. Elżbiety

Św. Mikołaj

Ponadto w Lubomierzu znalazły się: stalle, 8 figur opatów, drogocenna Pieta z XII w. dar

św. Jadwigi,oraz inne elementy wyposarzenie lubiąskiego klasztoru. Co się stało z tym skarbem ? Na to pytanie odpowiemy w następnym odcinku Lubomierskich Spotkań z Historią. Poszukamy także innych skarbów…

Robert Onoszko

Comments are closed.